Męska rzecz...

Liczba "4" ma dość szczególne znaczenie w historii zarówno kościoła jak i samego człowieka: czterech było ewangelistów, czterech jeźdzców apokalipsy; są cztery strony świata,
a ze spraw bardziej banalnych mieliśmy czterech muszkieterów i czterech pancernych (+ pies oczywiście). Całkiem poważnie natomiast - czterech mężczyzn z naszej społeczności: Leszek, Tomek, Paweł i Andrzej - postanowiło skorzystać z zaproszenia chrześcijańskiej wspólnoty Nowe Przymierze z Gliwic na weekendowy wyjazd dla mężczyzn zorganizowany pod wielce intrygującym tytułem "Męska rzecz - Orle Gniazdo 2012".

W przeciętnym mniemaniu kiedy grupa facetów jedzie na "męski wyjazd" to zapewne alkohol będzie się lał strumieniami, a tematami będą kobiety, piłka nożna, polityka i ogólne narzekanie na otaczającą rzeczywistość. Nasza "Żywiecka Czwórka" spodziewała się jednak nieco innego przebiegu wydarzeń i innych sposobów spędzania wolnego czasu, choć trzeba przyznać, że seks i alkohol pojawiły się... ale jako tematy świadectw i dyskusji.

Zanim przeszliśmy do spraw bardzo poważnych - pierwszym punktem tej imprezy w piątkowy wieczór była biesiada, której centralnym kulinarnym punktem było wspaniale przyrządzone golonko (sam się dziwię, że to piszę, bo nie jestem zagorzałym "mięsożercą"). Pyszne jedzenie, choć stanowiło miły akcent, miało być tylko pretekstem do bliższego poznania się grupy około 70 mężczyzn w różnym wieku - od studentów do emerytów, od singli do nestorów rodzin. W tej grupie jedynie połowę stanowili członkowie Wspólnoty - resztę stanowili albo sympatycy tej społeczności (jak Tomek, który mieszkając jeszcze w Gliwicach zaczął poznawać Boga dzięki tym ludziom) albo całkowicie postronne osoby, czasem nawet może ludzie nie wierzący ale mający w sercu pragnienie poprawy jakości niektórych sfer swojej "męskości" nawet za cenę odrzucenia dotychczasowych przekonań i posłuchania co Bóg chce im przekazać w tym temacie.

A Bóg już od sobotniego poranka chciał poruszać takie fundamentalne dla mężczyzny tematy jak: bycie mężem, ojcem, głową rodziny, ale również wspaniałym kochankiem swojej żony czy też realizatorem swoich marzeń i pasji. I robił to poprzez liczne świadectwa występujących mówców, które miały być jedynie pretekstem do dalszej refleksji i dyskusji na te tematy.

Ponieważ "strawy duchowej" w postaci wspomnianych świadectw, wskazówek z Pisma Świętego i dyskusji było w to sobotnie przedpołudnie pod dostatkiem, to po obiedzie przyszedł czas na coś dla ciała - nazwijmy to "odrobiną sportu". Z racji tego, iż wyjazd ten odbywał się w malowniczej scenerii jury krakowsko-częstochowskiej (miejscowość Hucisko - ok 20 km od Zawiercia) większość uczestników udała się na wycieczkę w pobliskie skałki - na szczyt wzniesienia o nazwie... Góra Zborów! Bóg pobłogosławił ten czas również wspaniałą pogodą i mimo chłodu topniejącego wokół śniegu wrażenia i widoki były niesamowite - zresztą popatrzcie sami na zdjęcia poniżej!

Po powrocie wróciliśmy do kolejnych trudnych, męskich tematów - marzeń, pasji, realizowania ich w zgodzie z bożą wolą. Jedną z nasuwającyh się konkluzji było to, iż mężczyzna starający się sprostać wymaganiom we wszystkich tych tematach jest obarczony całym szeregiem wyzwań, obowiązków i presji. Dodatkowo, jeśli nie może im sprostać lub podchodzi do nich niewłaściwie - naraża się na szereg pokus i szatańskich pułapek, takich jak poczucie winy, nałogi, depresja, itp. Dlatego też na wieczornej sesji liderzy tego przedsięwzięcia postarali się nam bardzo obrazowo pokazać jaką postawę i rozwiązanie powinien przyjąć wierzący mężczyzna - chrześcijanin - aby sprostać tym wszystkim wyzwaniom, nie ulec zagrożeniom lub wyrwać się z diabelskich związań. Wskazali oni, że prawdziwa moc ku temu wszystkiemu pochodzi jedynie od ukrzyżowanego Chrystusa - a Pismo Święte daje wszystkim tym, którzy chcą być prawdziwymi mężczyznami, obietnicę, że wszelkie przeszkody ku temu zostały już przybite do krzyża na Golgocie. W tym momencie wszyscy, którzy czuli taką potrzebę, mogli w symboliczny sposób przybić do krzyża wszystkie swoje: słabości, niedomagania, presje, niepokoje, nałogi, itp. Poczucie, iż nasze ciężary są zabrane przez ukrzyżowanego Chrystusa, pozwoliło w pełni oddać się uwielbianiu naszego Boga i Zbawiciela. Myślę, że było to czas, w którym wielu z obecnych tam postanowiło oddać swoje życie Jezusowi uznając, że tylko z nim są w stanie całkowicie wypełnić misję pod hasłem "być mężczyzną".

W niedzielę mieliśmy do dyspozycji tylko czas do obiadu i tutaj tematami były: praca zawodowa, finanse, służba oraz - jak się okazało temat o największym zainteresowaniu: męska przyjaźń. Po obiedzie rozjechaliśmy się wszyscy do domów w poczuciu, że taki wyjazd, choć odbieraliśmy jako niezwykle wartościowy i ubagacający - to stanowił tylko zaczątek do dyskusji i głębszych rozważań na poszczególne tematy.

Nasza czwórka wróciła z głębokim przeświadczeniem, że te dyskusje i rozważania warto kontynuować już na gruncie naszej żywieckiej społeczności - bo wszędzie i we wszystkich kościołach mężczyźni mierzą się z podobnymi wyzwaniami i borykają z podobnymi problemami.

001.jpg
002.jpg
003.jpg
004.jpg
005.jpg
006.jpg
007.jpg
008.jpg
009.jpg
010.jpg
011.jpg
012.jpg
013.jpg
014.jpg
015.jpg
016.jpg
017.jpg
018.jpg
019.jpg
020.jpg
021.jpg
022.jpg
023.jpg
024.jpg
025.jpg
026.jpg
027.jpg
028.jpg
029.jpg
030.jpg
031.jpg
032.jpg
033.jpg
034.jpg
035.jpg
036.jpg
037.jpg
038.jpg
039.jpg
040.jpg

dodane 2012-03-11 przez Tomek Tomczak